Strona:PL Dumas - Towarzysze Jehudy.djvu/415

Ta strona została przepisana.

Amelia również słusznie niepokoiła się, gdyż Roland istotnie wysłany był na pościg za Morganem.
Roland nie pokazał się w zamku Noires-Fontaines nie dlatego, żeby podejrzewał, iż siostra interesuje się losami dowódcy towarzyszów Jehudy. Obawiał się poprostu niedyskrecyi służby.
Poznał on Karolinę. Ponieważ ta jednak nie okazała żadnego zdziwienia na jego widok, sądził więc, że go nie poznała. Zresztą, po rozmowie z wachmistrzem, czekał na niego na placu Bastion, zupełnie pustym o tej porze.
Kapitan żandarmeryi, ukończywszy zapisywanie więźniów, poszedł do Rolanda.
U odźwiernego Roland tylko powiedział, kim jest; tutaj mógł już omówić istotę sprawy.
Wtajemniczył więc kapitana w cel swego przyjazdu. Roland dla względów osobistych prosił pierwszego konsula, aby powierzył mu ściganie towarzyszów Jehudy. Bez trudności otrzymał przyzwolenie. Rozkaz ministra wojny oddał do jego rozporządzenia nietylko załogę Bourgu, ale i załogi miast sąsiednich. Minister policyi nakazał wszystkim oficerom żandarmeryi pomagać Rolandowi.
Roland oczywiście postanowił zwrócić się najprzód do kapitana żandarmeryi w Bourgu, ponieważ znał go oddawna i jako człowieka stanowczego i odważnego.
I trafił doskonale. Kapitan był zawzięty na towarzyszów Jehudy, którzy zatrzymywali dyliżanse prawie pod miastem, a jednak wymykali mu się z rąk. Znał on treść trzech raportów o ostatnich napadach, przesłanych ministrowi policyi, i rozumiał jego wściekłość.
Kapitan osłupiał zupełnie, gdy Roland opowiedział mu, co mu się zdarzyło w klasztorze w Seillon owej nocy,