Strona:PL Dumas - Towarzysze Jehudy.djvu/427

Ta strona została przepisana.

Rozkaz Montbara wykonano ściśle.
Gospodarz mówił prawdą: słychać było każdy ruch, każdy wyraz przez cienką ścianę.
To też Montbar dokładnie słyszał, jak posługacz zaanonsował Rolandowi pułkownika Saint-Maurice, a potem kroki jego w korytarzu, słyszał okrzyki obu przyjaciół, zadowolonych ze spotkania.
Obaj oficerowie poznali się przedtem we Włoszech. Roland był pod komendą Saint-Maurice’a, który był podówczas kapitanem; Roland zaś był dopiero lejtenantem.
Dziś równi byli co do stopnia. Nadto Roland miał dwa zlecenia: pierwszego konsula i prefekta policyi, którzy mu dali prawo komenderowania oficerami równego z nim stopnia, a nawet, w granicach misyi, oficerami wyższych stopni.
Morgan nie mylił się w swych domysłach, że brat Amelii tropi towarzyszów Jehudy. Potwierdziła jego domysły rozmowa oficerów.
I tak, pierwszy konsul istotnie wysłał 50.000 franków dla Ojców z góry św. Bernarda. Istotnie wysłano tę sumę pocztą, lecz była to właściwie zasadzka. Spodziewano się, że w ten sposób da się schwytać rozbójników, o ile nie stanie się to w klasztorze w Seillon, lub w innej jakiej kryjówce.
Chodziło tylko o to, jak ich przyłapać.
Nad tem obaj oficerowie debatowali przez cały czas śniadania.
Po deserze doszli do porozumienia i ustalili plan.
Tegoż wieczora Morgan odebrał list treści następującej:
„W piątek, o godzinie piątej wieczorem, jak zapowiedział Adler, wyjedzie z Paryża karetka z 50.000 fr. dla Ojców św. Bernarda.