Strona:PL Dumas - W pałacu carów.djvu/60

Ta strona została przepisana.

wiązanie też poczęło dawać swój rezultat: ja również w ciszy nocy, w swej samotności nieraz myślałam o tym człowieku, który tak szalenie mnie pokochał... To też, zanim miałam rozstać się z nim na wieki, wejrzałam głębiej w swą duszę i przekonałam się, że ja także go... kocham...
Pozostałam...
Aleksy mówił prawdę: jedyne, czego mu było brak, była to moja miłość. Oto już dwa lata mijają, jak kochamy się nawzajem i Aleksy jest szczęśliwy, czy też przynajmniej zdaje się nim być. Zapomniał o tem tajnem stowarzyszeniu, do którego wstąpił z nudów i odrazy do życia.
Nie chcąc, bym dłużei przebywała u madame Xavier, nie mówiąc ani słowa, wynajął mi ten magazyn. I oto już półtora roku mija, jak żyję zupełnie innem życiem, studjuję przedmioty, o których nie miałam żadnego pojęcia w młodości, — jednem słowem: uzupełniam swe liche wykształcenie, tem się tłomaczy ta różnica, którą dostrzegł pan we mnie w stosunku do innych dziewcząt z mojej profesji.
Widzi pan zatem — zakończyła swe opowiadanie — że nie napróżno pana powstrzymałam: kokietka postąpiłaby inaczej, niż ja. I przyzna pan sam, że nie mogę pana kochać, ponieważ kocham jego.
— Tak. Teraz rozumiem, dzięki komu zamierza pani służyć mi protekcją.
— Już nawet mówiłam z nim o panu.
— Dziękuję serdecznie, ale nie przyjmę jej.
— Paneś chyba zwarjował!
— Być może, ja jednakowoż, stoję przyswojem.
— Czy pan chce się pokłócić ze mną i na wieki rozstać? Tak?
— O to byłoby dla mnie czemś okropnem, ponieważ oprócz pani, nikogo tu nie znam.