Strona:PL Dumas - Wilczyce T1-4.djvu/154

Ta strona została przepisana.

ca się również o swoje prawa. Nadto zaś w umyśle młodzieńca zapanowało uspokojenie.
Słowa baronowej, jakie wypowiedziała, wskazując stół i łóżko: „To dla zaspokojenia głodu, a to do spania“, dowodziły, że nie zamierzała wrócić do jego sypialni, zanimby zjadł i przespał się. Zyskiwał zatem kilka godzin spokoju przed rozmową wyjaśniającą. Michał zjadł tedy pośpiesznie przygotowaną wieczerzę, a przekonawszy się przy drzwiach, że był istotnie więźniem, położył się i zasnął.
Obudził się około dziesiątej rano. Promienie wspaniałego słońca majowego wpadały radośnie do jego pokoju przez szyby. Otworzył okna. Ptaki świergotały śród gałęzi, pokrytych młodymi blado-zielonymi liśćmi; pierwsze róże otwierały swe korony; pierwsze motyle fruwały w powietrzu. Zdawało się, że w dzień taki cudny nieszczęście poszło w niewolę i nie mogło dosięgnąć nikogo.
Młodzieniec zaczerpnął otuchy i siły w tem całem odrodzeniu przyrody i czekał spokojniej na matkę. Ale godziny mijały, wybiło południe a baronowa nie zjawiała się. Michał spostrzegł z pewnem zaniepokojeniem, iż stół był dosyć obficie zastawiony, tak, że jadła starczyło, nietylko na obiad dnia poprzedniego, ale też na śniadanie a nawet na obiad dnia dzisiejszego. Zaczęła go tedy ogarniać obawa, żeby niewola jego nie trwała dłużej, niż przypuszczał. Obawa ta potwierdziła się, gdy nadeszła stopniowo godzina druga i trzecia.
Naraz, do uszu jego, chwytających chciwie najlżejszy odgłos, dobiegł od strony Montaigu huk, jakby ognia plutonowego. Niepodobna wszelako było orzec, czy huk ten istotnie stanowił odgłos strzelaniny.
Montaigu było o dwie mile przeszło od Logerie oddalone, a odległa burza mogła spowodować mniej więcej