Strona:PL Dumas - Wilczyce T1-4.djvu/190

Ta strona została przepisana.

energicznej, o wysokiej postawie, w mundurze haftowanym i zasianym orderami, niepospolita odwaga, jakiej dawał dowody, wywołały śród tłumu ten sam skutek, co wstrząśnienie elektryczne.
Krzyki ustały, jakby pod wpływem czarów; kije podniesione opadły. Chłopi, stojący najbliżej generała, ponieśli rękę do kapelusza; stłoczone szeregi rozstąpiły się i żołnierz z ulicy Rivoli i z pod Piramid mógł posunąć się jakie dwadzieścia kroków ku żandarmom.
— Cóż to, chłopcy, co wam się stało? — krzyknął głosem takim donośnym, że słychać go było aż na ulicach przylegających do placu.
— Stało się, że zaaresztowano Jana Oullier’a — odezwał się jeden głos.
— A Jan Oullier jest człowiekiem uczciwym — rzekł głos inny.
— Aresztuje się złoczyńców, a nie ludzi uczciwych — odezwał się głos trzeci.
— Stąd też nie pozwolimy zabrać Jana Oullier’a — rzekł głos czwarty.
— Cicho! — zawołał generał tonem takim nakazującym, że wszystkie głosy umilkły.
Poczem dodał:
— Jeśli Jan Oullier jest człowiekiem uczciwym, o czem nie wątpię, Jan Oullier będzie puszczony na wolność; jeśli jest jednym z tych, którzy usiłują was okłamać, nadużyć waszych dobrych i lojalnych uczuć, Jan Oullier będzie ukarany. Czy sądzicie, że to niesprawiedliwość karać tych, którzy usiłują pogrążyć nanowo kraj w niedolę i sprowadzić znów te okropne klęski, o jakich starzy mówią młodym, płacząc?
— Jan Oullier jest człowiekiem spokojnym i krzywdy niczyjej nie chce — odezwał się głos.