Strona:PL Dumas - Wilczyce T1-4.djvu/223

Ta strona została przepisana.

— Pan generał miał zupełną słuszność rzekł w odległości trzystu kroków stąd jest wysepka na środku rzeki; drzewo łączy tę wysepkę z brzegiem lewym, drugie drzewo zaś idzie od wysepki na brzeg przeciwny.
— Brawo! — rzekł generał — reszta naszego oddziału będzie mogła przejść, nie zamoczywszy jednego naboju.
Poczem, zwracając się do tych, którzy pozostali na wybrzeżu przeciwleglem, krzyknął:
— Hola! poruczniku, iść w górę Boulogne, dopóki nie znajdziecie drzewa, przerzuconego przez rzekę, i czuwać nad więźniem.




II.
Dawaj, Wałkoń, Dawaj!

Przez pięć minut mniej więcej, dwa małe oddziały szły równolegle w górę rzeki po dwóch wybrzeżach Boulogne. Wreszcie generał Dermoncourt, przybywszy na miejsce, wskazane przez kapitana, krzyknął: stój!
— Porucznik i czterdziestu żołnierzy naprzód! — rozkazał.
Czterdziestu ludzi i porucznik zeszli w dół i przebyli rzekę, zanurzeni w wodzie po ramiona, ale mogąc utrzymać ponad tonią strzelby i naboje, które się nie zamoczyły.
Żołnierze wyszli na brzeg i uszykowali się w szeregi.
— Teraz — rzekł generał — przeprowadzić więźnia.
Tomasz Tinguy skierował konia do wody, mając z każdego boku strzelca.