Strona:PL Dumas - Wilczyce T1-4.djvu/28

Ta strona została przepisana.

w ambasadzie francuskiej. Przybywała zatem, dzięki pośrednictwu francuskiego ministra-rezydenta, który nie wątpił, że margrabia Souday będzie uszczęśliwiony z odnalezienia swoich dzieci.
I, rzecz nadzwyczajna, niezupełnie się pomylił.
Dziewczynki tak bardzo przypominały biedną Ewę, że margrabia miał chwilę wzruszenia; ucałował je z tkliwością bynajmniej nie udaną, dał fuzyę Angielce a sam wziął na ręce dzieci i zaniósł do zamku ten łup niespodziewany, ku wielkiemu zdumieniu kucharki, która stanowiła jego służbę, i która zarzuciła go pytaniami.
To badanie przeraziło margrabiego.
Miał dopiero lat trzydzieści dziewięć i nieraz myślał o ożenku, uważając, iż ma obowiązek nie dopuścić, by ród taki znakomity wygasł na jego osobie; byłby też rad, gdyby kobieta odjęła mu troski gospodarskie, których nie, cierpiał.
Ale urzeczywistnienie tego projektu byłoby bardzo trudne, gdyby dwie dziewczynki pozostały pod jego dachem.
Zrozumiał to, zapłacił hojnie Angielce i kazał jej odjechać nazajutrz.
W ciągu nocy powziął postanowienie, które, jak mniemał, pogodziłoby wszystko.
Jakież było to postanowienie?
Zobaczymy w rozdziale następnym.