Strona:PL Dumas - Wilczyce T1-4.djvu/382

Ta strona została przepisana.

telnem; że wiele matek, wiele wdów, wiele sióstr, wiele sierot będzie, jak ja, opłakiwało tego, który był ich miłością i podporą!
— Boże mój! Bob©! — zawołała młoda kobieta, wybuchając łkaniem, padając na kolana i wyciągając ręce ku niebu — gdybyśmy się mylili, gdyby nam przyszło zdać Ci rachunek ze wszystkich serc, które rozedrzemy!...
I głos jej, łzami wezbrany, ucichł w jęku.




XVIII.
Poszukiwanie.

W tejże chwili odezwało się pukanie do zapadni w suficie, która prowadziła na strych.
— Co się stało? — zapytał głos Bonneville’a.
Usłyszał był kilka słów z tego, co powiedziała wdowa, i zaniepokoił się.
— Nic, nic — odparła młoda chłopka, ściskając znacząco rękę swojej gospodyni, poczem by rozmawiać swobodniej, weszła na pierwsze stopnie drabiny, która prowadziła od podłogi do zapadni i, zmieniając ton głosu, dodała:
— A co pan porabia?
Zapadnia otworzyła się i ukazała się uśmiechnięta twarz młodzieńca.
— Jestem gotów ruszyć na nowo w drogę, jeśli służba tego wymaga — odparł.
Chłopka posłała mu podziękowanie w uśmiechu.