Strona:PL Dumas - Wilczyce T1-4.djvu/69

Ta strona została przepisana.

przyznać, że był nieposłuszny matce, niemniej wahał się bronić kłamstwem; Courtin zaś nie miał tych samych skrupułów, co młodzieniec, i obciążył bez namysłu sumienie swoję grzechem, którego w naiwności swojej Michał popełnić nie śmiał.
— Niech się pani baronowa nie niepokoi! To nic — rzekł nic zupełnie!
— Ależ, nareszcie, jak mu się to zdarzyło? Odpowiedzcie za niego, Courtin, skoro pan upiera się i milczy.
Istotnie, młodzieniec nie odzywał się w dalszym ciągu.
— Pani baronowia wnet się dowie — odparł Courtin. Miałem ja tu wielki pęk chróstu, tak ciężki, że sam nie mogłem go sobie zarzucić na plecy. Pan Michel był taki dobry, że mi dopomógł i jedna gałąź z tego przeklętego pęku zadrasnęła go tak w czoło.
— Ależ to więcej niż zadraśnięcie! Mogliście byli wybić mu oko! Innym razem szukajcie sobie równych do ładowania wam na plecy chróstu, słyszycie? Pominąwszy już, że bylibyście mogli okaleczyć to biedne dziecko, postąpiliście zupełnie nieprzyzwoicie.
Ojciec Courtin schylił pokornie głowę, jak gdyby oceniał całą doniosłość swojego Występku.
— A teraz pójdź, panie Michel — rzekła baronowa, której złego humoru uległość chłopa bynajmniej nie złagodziła — pójdź, a ranę twoją zbada doktór.
Poczem, postąpiwszy kilka kroków, odwróciła się.
— Ale, ale, ojcze Courtin — rzekła — nie zapłaciliście jeszcze dzierżawy należnej na święty Jan, a przecież wasz kontrakt kończy się na Wielkanoc. Nie zapominajcie o tem, bo jestem stanowczo zdecydowana nie trzymać dzierżawców, nie wypełniających swoich zobowiązań.
Wilczyce.