Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/504

Ta strona została przepisana.


RAPSODJA XI.
wiersz 13-ty.

Okręt dobił wtórego krańca oceanu
O głębokiem korycie i pełnem bystrzanu,
Gdzie czernieje grodzisko i lud Kimmerjony,
Miasto i lud, w ciemności mroków spowiniony.
Słońca tam nie widziano, gdy się wzbija w stropy,
Ani, skoro się w morskie pogrąża zatopy,
Lecz jedną noc ustawną, jak pienie lamentu
Nad śmiertelnymi ciężko zwisłą z firmamentu.

Przybywszy ówdzie, rzutko utwierdzam kotwicę,
Byka wywieść i czarne owce niewolnice
Każę... Nareszcie brzegiem oceanu kroczym,
Pókąd miejsca, od Kirke znanego, nie zoczym.
Tam dopiero Perimed mój z Eurylokiem
Podtrzymują ofiary, więc mam ich pod bokiem,
Sam zaś miecza gładkiego od biodra dostanę,
I grzebię dół na łokieć, stromy w każdą ścianę,
Poczem, wstawszy, wypełniam libację dokoła,
Miodem pierwszą, a wtórą winem, lanem w zioła,
A po trzecie i wodą, każdym dołu brzegiem,
I jeszcze mąki białej podsypuję śniegiem.

Dopiero-że z wewnętrzną ducha gorącością
Wezwę umarłych czaszki, delikatne kością,
Klnąc się, że, skoro brzegi ojczyste zobaczę,
Sutą ofiarą w grodzie moim ich uraczę,
Najśliczniejszą ze stada podam jałowicę
Na stos, który złotemi sprzętami rozświécę,
Tyrezjasowi danie osobno wypełnię
Trykiem, który jest, jak noc, czarny w swojej wełnie.
Aż, skoro ich tak ujmę, to modły, to śluby,
Wszystkie te zmarłych dusze, czekające próby,
Wówczas dopiero owce rznę nad głębią;
Bucha krew suto...
...Duchy z Erebu się kłębią!

Były to panie młode i młodzieńcy świetni,
Starcy złamani bólem, cisi i szlachetni,
Dziewice, których serca zranione niedawno,
Męże walk z włócznią w piersiach miedzianą i sławną.
Ze zbrojami krwawemi... To zaś wszystko z szumem
Groźnym zowąd i stamtąd nad rów wali tłumem.
Aż blady strach już począł panować nade mną!
Krzyczę tylko na moich, choć mętno, choć ciemno,
By jak najprędzej, owce odarłszy pobite,
Palili stos... Znów wołam: o śluby obfite
Nieśmiertelnym, o możną Plutona przyczynę
I, surową ażeby czcili Prozerpinę!...
Sam zaś od lędźwi mojej jasny miecz pochwycę,
Stanę i między duchy przed się płazem świécę,
Blade i wiotkie czaszki odwiewam nawiasem,
By nie chłypnęły z rowu krwi...
— aż z Tyrezjasem

Mówić pocznę...

1870.



Z DANTEGO[1]
«BOSKIEJ KOMEDJI».
PIERWSZA PIEŚŃ O PIEKLE.

W południu życia, straciwszy już drogę,
Do jak ciemnego dostałem się boru, —
Dziś jeszcze wspomnieć bez strachu nie mogę,
Opisać nie śmiem — bo czarny, bez toru,
Przeczarny — śmierci jaśniejsze wspomnienia!
Lecz, ile zysku uniosłem z tej próby,
Żeby słusznego nie uszło baczenia,
Opowiem. — Mrok mnie otoczył był gruby,

  1. Dante Alighieri (1265—1321), największy poeta włoski.