Dobrze! już jestem spokojny!
Pójdę teraz krzyżackie napadać dzierżawy,
Dawno czekałem chwili sposobnéj do wojny,
Skarb mój wycięczał — ja sam stęskniłem do sławy.
115
Z waszéj zaś strony nic mi nadal nie potrzeba,
Mam już złotą koronę, przebaczenie z nieba,
Idę kraj wasz napadać, szarpać włoście Żmudzi.
Panie! ty mnie doświadczasz tak gorżkiémi słowy,
Lecz krzyżak się marnémi słowy nie ułudzi.
120
Com tobie wypowiedział, jam dowieść gotowy.
Patrz przez te ciemny kraty na błonia stolicy,
Tłumem zebrani w polu błyszczą wojownicy...
Może się oni tylko zebrali na łowy?
A tam niebo ogniste przywdziewa kolory,
125
Może to pożar wkradł się w nadniemeńskie bory?
Co łatwowierny mnichu? teraz znasz Mindowę?
Niech cały ciężar zbrodni spada na twą głowę,
Pomnij na świętą wiarę!
Szydzisz ze mnie mnichu!
Pójdę się jutro modlić w krzyżackim kościele,
130
Pić będę wasze wino w święconym kielichu,
Moje gmachy klasztornym kobiercem zaścielę,
I zmówię pierwszy pacierz gdy Mistrz Wielki skona.
Ty przez nas jesteś królem.
Tak! precz ta korona!
Rzucam ją, to mi ręce splątane rozwiąże...
135
Teraz jestem Mindowe, Xiąże, wróg krzyżaków.