Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/117

Ta strona została przepisana.

Zalać i zniszczyć i duszę wyzionąć,
I z zamkiem i z nią i z wszystkiém utonąć;
Zostawić gruzy leżące na pował,
Którychby człowiek nie znał, nie żałował,       715
Nie myślał o mnie tu błądząc, nie gadał
Że tutaj zdrajca chodził, dumał, siadał,
Tu się śmiał z Boga, a tutaj łzy ronił;
A tu się w grocie kaskadą zasłonił
Bojąc się słońca co tę ziemię złoci,       720
I żył jak węże w zimnie i w wilgoci.


XXIX.

„Miłość ojczyzny — o! to słońce świetne
Dla serc co dumne, sieroce, szlachetne,
Całe się czystym miłościom oddadzą.
Jako żórawie co łańcuch prowadzą       725
Świetniejsze serca wylatują przodem;
Umrą — ich duchy lecą przed narodem,
Ich wrzask, ich imie, ich lament, to hasła.
Gdy matka po nich zapłakana wrzasła,
Ojczyzna cała słyszy, leci, mści się;       730
W gołębiach wtenczas są serca tygrysie.
Umrą wygnani — to naród wysyła
Posłów zapraszać niech wróci mogiła.
A choćby nawet zapomnienie, nędza,
Jednego paciérz nad mogiłą xiędza,       735
I wieczna cisza w grobie niepłakanym:
O! ja zazdroszczę tym czystym, nie znanym,
Ja co się aż tam, aż do słońca darłem —
O czemu ja też dzieckiem nie umarłem!
Czemu!.. Ach wtenczas xięże, nie dla sławy,       740
Lecz przyleciałem był raz na bój krwawy
Ażeby umrzeć — Na Boga żywego
Jabym się teraz nie miał chełpić z czego...
Szyki się biły pod Maciejowicą,
Wleciałem ściśle zamknięty przyłbicą;       745
Dziwny był ubior, ale to miał zyskiem
Że nie witano mię zdrajcy nazwiskiem,
Wreszcie i harmat zakryłem się błyskiem;