Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/267

Ta strona została przepisana.
LILLA.

Powiedz na jaką śmierć ty go skazałaś.

GWINONA.

Kazałam rzucić na pożarcie wężom.       80

LILLA.

Wężom!

GWINONA.

Spójrzałam wczoraj w jedną wieżę
Która przy zamku stoi zrujnowana; —
Spójrzałam: z gadzin okropne powoje —
Błyszczące, pełne ślin, pną się za ściany:
A w głębokości gniazda wężów leżą,       85
Błyskają oczy, wiją się ogony,
I ciągły słychać świst, sykanie, gwary,
Jak w garnku wrącym — tam — w ciemność okropną,
W tę sykającą ciemność, w te wężowe
Błoto, w ten straszny ul kazałam rzucić       90
Twojego ojca.

LILLA.

O! Boże o! Boże!
Mój ojciec wężom jest rzucony głodnym?
Węże nie będą mieć nad nim litości!
O! więc mi skonać!

GWINONA.

I cóż gołębico?
Żadnego teraz ratunku, wybiegu,       95
Tu nie pomoże topór twego brata,
Tu nie pomogą twoje łzy: — pożarty
I rozszarpany między gadzinami
Twój stary ojciec.

LILLA.

Ta harfa go zbawi.

(Chwyta za harfę i wybiega.)
GWINONA.

Harfa. Idź z Bogiem waryatko smętna,       100
Czegoż dokażesz harfą uzbrojona,
Przeciwko zemście wężów, i kobiéty?

(wychodzi.)