Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T4.djvu/144

Ta strona została przepisana.
Wchodzi KLEMENS KOSAKOWSKI.
KOSAKOWSKI

Niechaj tu Grzegórz zatoczy
Mój karaban... a tu w sieniach
Powiązać moje brytany...
A tu ćwieki wbić do ściany,
I pozawieszać szturmaki,        800
Szable, kindžaly, kulbaki.
A wymieść dom żyda brodą.

(do Rabina.)

Żydzie! staję tu gospodą.

RABIN.

A panie a kto ty taki?

KOSAKOWSKI.

Niech tego żyda wywiodą        805
I zaknęblują mu pyski.
Kto ciekawy szpiega bliski.

RABIN.

Nu żartuje pan wielmożny.

KOSAKOWSKI.

Żydzie ze mną bądź ostrożny,
Bo u mnie — żyda powiesić        810
To tak jak w pejsy go trzepnąć...

RABIN.

Nu — a czy ty umiesz wskrzesić?
Ty możesz człeku oślepnąć
Patrząc na niewinną krew.

KOSAKOWSKI.

Patrz pierś mam taką jak lew,        815
A nozdrza takie jak koń,
A w żyłach gwałtowną skroń,
A włos koloru płomieni.
Biada kto mię zarumieni
Ale temu stokroć biada        820
Przed którym twarz mi się blada