Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T4.djvu/416

Ta strona została przepisana.
LVI.

Rzekłem ludowi: że mnie czarowała,
Że serce jadła, że żony mi truła. —
Z włosem palącym się jak ptak latała
I zgasła. Wtenczas twarz mi się popsuła
I pokazała zielonością ciała       445
Że się Duchowi memu szata pruła:
On jednak w ciele nie wiedział o sobie,
W letargu niby i w czarnéj chorobie.


LVII.

Raz tylko byłem tak na siebie śmiały,
Że się przejrzałem, w tarczy patrząc lice.       450
A byłem cały jako trup sczerniały
Który stoletnią miał w ziemi trumnicę,
A już robaki z niéj pouciekały,
Bojąc się oczu jasnych jak gromnice;
I czerwonemi przerażone łzami       455
Trupa... i kości spruchniałych ogniami.


LVIII.

Lecz co dziwniejsze, że tak pruchniejący!
Taki upadły! i taki zużyty!
Czasem się czułem jak Anioł gorący
Gotów ukochać świat i nieść w błękity       460
Tę ziemię jako Anioł wzlatujący
Z pieśnią... co była jako szklanne zgrzyty
Harmonik... i szła w ton coraz boleśniéj
Aż upadała w śmiech — w szaleństwo pieśni...


LIX.

Gdy mię bywało taki czar omami       465
A stoję, ręce wyłamawszy z ramion,
Choć tylko pjana toczy się ze łzami
A usta milczą — to mój duch omamion
Wszystkiemi zda się kręci xiężycami,
A gwiazdy nakształt muzykalnych znamion       470
Chwyta... i w głosach to ziemskich wyraża:
Tworząc już nie Pieśń Sen, lecz Pieśń Mocarza.