Strona:PL E Zola Ziemia.djvu/291

Ta strona została uwierzytelniona.

Opowiem o wszystkiem Lizce; jak cię zastałem z zadartą koszulą... Pójdziesz się parzyć gdzieindziej, kiedy taką masz ochotę! Pchał ją przed siebie, prowadząc dziewczynę ku polu, na którem czekała jego żona.
— Możesz powiedzieć Lizce!... Pójdę, jak sama zechcę!...
— Jak sama zechcesz? No, to zobaczymy jeszcze!... Kopnę cię w tyłek i fora ze dwora!...
Żeby skrócić jaknajbardziej drogę, gnał ją przez pole, nierozdzielone jeszcze pomiędzy nią i siostrę, przez pole, którego podział wciąż jeszcze odwlekał. Nagle, myśl ostra przeszyła jego mózg; mignięciem błyskawicy olśniła go świadomość, że jeśli wyrzuci dziewczynę, pole będzie musiało zostać przedzielone na dwoje, Franka zabierze swoją połowę i odda ją może swojemu gachowi. Zdrętwiał i ochłonął odrazu z wściekłej żądzy. Nie! Nie! żeby też być takim głupim?! — Rzucać wszystko tylko dla tego, że dziewczyna pozwoliła sobie zadrwić z człowieka. Nie dziś, to jutro; z zabawą można zaczekać, a ziemia, jak się ją raz trzyma, najważniejsze, żeby nie wypuszczać jej z rąk.
Nie mówił już nic i szedł naprzód zwolnionym krokiem, nie wiedząc, jak cofnąć gwałtowne swoje słowa, zanim nie spotka się z żoną. Wreszcie, zdobył się na odwagę.
— Nie lubię ludzi, co mają złe serce; zły jestem, bo widzę, że gardzisz mną... Nie chciałbym przecie robić zmartwienia mojej żonie, teraz, w takim stanie...
Wydało się Franusi, że boi się, aby nie wydała go przed Lizką.
— O, możesz być pewny; jak ty powiesz, to i ja nie przemilczę.
— Dużo sobie z tego robię! — odparł z bezczelnym spokojem. — Powiem, że łżesz, że się mścisz za to, jako cię złapałem.