Strona:PL E Zola Ziemia.djvu/312

Ta strona została uwierzytelniona.

Odepchnęła go z całej siły, że aż się przewrócił. Pomiędzy obojgiem zawrzała głucha, zacięta walka.
Kozioł śmiał się zdławionym głosem.
— Co ci to szkodzi, głupia? Starczę na was obie. — Znał ją dobrze, wiedział, że nie będzie krzyczała. Broniła się w istocie w milczeniu, zbyt dumna, żeby wzywać na pomoc siostrę, nie chcąc wtrącać nikogo do swoich spraw, nawet jej. Dusił ją w objęciach; już, już miał ją posiąść.
— Tak dobrze by było... Żyłoby się razem, nie trzeba byłoby się rozchodzić.
Nie mógł mówić dalej, zaledwie zdolny powstrzymać krzyk bólu. Dziewczyna, nic nie mówiąc, wpiła mu paznogcie w szyję; rozwścieczyło go to; wspomniał o Janie.
— Myślisz może, że wyjdziesz za mąż za tego golca? Nie pozwolę. Za nic w świecie, dopóki nie będziesz pełnoletnia.
Tym razem, ponieważ w dalszym ciągu sięgał jej pod spódnicę, tak go kopnęła nogą pomiędzy uda, że ryknął z bólu. Zerwał się i spojrzał przerażony na łóżko. Żona jego spała jednak, oddychając w dalszym ciągu głęboko i miarowo. Wyszedł z izby z wściekłym gestem groźby.
Franusia wyciągnęła się nareszcie na sienniku, ale, mimo głębokiej ciszy dokoła, długo jeszcze leżała z otwartemi oczami. — Nie ulegnie, nigdy mu nie ulegnie, choćby nawet miała ochotę. — Zdziwiły ją też ostatnie jego słowa, bo nie przychodziło jej dotychczas wcale na myśl, że mogłaby wyjść za mąż za Jana.

VI.

Od dwóch dni Jan pracował w pobliżu Rognes, na polach, należących do pana Hourdequina, który zainstalował na nich parową młockarnię, wypoży-