Strona:PL Edmondo de Amicis - Serce.djvu/176

Ta strona została uwierzytelniona.

nie się chodzi na razie, bo tobie nie zdolności brak, ale skupienia myśli, wpatrzenia się w przedmiot, że tak powiem...
Tu odetchnął głęboko; znać było, że cierpi.
— Gorączkę mam — westchnął — że ledwo już żyję... Pamiętajże dziecko! Arytmetyka, zadania arytmetyczne, do tego się ostro zabrać musisz! Nie uda się pierwszym razem? Odpocznij — i znowu je za łeb! Nie uda się i drugim razem? Znowu odpocznij i — do nich! A spokojnie, a wytrwale, a bez niepotrzebnego pośpiechu, bez nabijania sobie głowy... Idź. Pokłoń się mamie. A nie drap się już na te schody... Zobaczymy się w szkole. A jakbyśmy się już nie zobaczyli, wspomnij czasem twego nauczyciela z trzeciej, który cię kochał.
Na te słowa rozpłakałem się. A on:
— Przychyl głowę...
Przychyliłem głowę do poduszki, pocałował mnie we włosy. Potem rzekł jeszcze:
— Idź! — i odwrócił twarz do ściany.
A ja zbiegłem, jak wiatr, ze schodów, tak mi było pilno uściskać matkę moją.

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·



Ulica.
25. sobota.

...Patrzyłem na ciebie z okna, dziś wieczorem, kiedyś powracał od nauczyciela. Potrąciłeś jakąś kobietę. Uważaj lepiej na to, jak się masz na ulicy zachować. Bo i tam są pewne obowiązki, które wypełniać trzeba.
Jeżeli miarkujesz swoje kroki i swoje ruchy w prywatnym jakimś domu, dlaczego nie miałbyś tak samo czynić na ulicy, która jest domem dla wszystkich.
Pamiętaj, Henryku, to co ci tu powiem: Ilekroć