Strona:PL Edmondo de Amicis - Serce.djvu/270

Ta strona została uwierzytelniona.
Pożar.[1]
11. czwartek.

Skończyłem dziś rano przepisywać moją część opowiadania: „Od Apeninów do Andów“ i obmyślałem właśnie o czym by tu napisać wypracowanie dowolne, które nam nauczyciel zadał, kiedym usłyszał jakiś niezwykły hałas na schodach, a zaraz potem weszli do naszego mieszkania dwaj pompierzy ze straży ogniowej i powiedzieli memu ojcu, że muszą zbadać piece i kominki, bo się sadze palą w domu, a nie wiadomo skąd ogień pochodzi.
Ojciec rzekł;
— Owszem, proszę! — I chociaż u nas nigdzie ogień się nie palił, zaczęli chodzić po pokojach i przykładać ucho do ścian nasłuchując czy w przewodach kominowych wiodących na wyższe piętra nie huczy gdzie pożar.
A kiedy tak chodzili, rzekł mi ojciec:
— No i masz chłopcze temat do wypracowania: „Straż ogniowa“. Spróbuj opisać to, co ci opowiem:
Widziałem ich przy robocie przed dwoma laty, późną już nocą, wyszedłszy z teatru Balbi. Dochodziłem właśnie do ulicy „Roma“, kiedym ujrzał jakieś niezwykłe światło i tłum biegnących ludzi. Palił się dom. Języki ognia i chmury dymu wydobywały się z okien jego i z dachu, mężczyźni i kobiety ukazywali się wśród nich i znikali zaraz wydając okrzyki rozpaczy, przed bramą tłoczył się tłum wołając:
— Ratunku! Żywcem się palą! Ratunku! Pompierzy! Pompierzy!

W tej chwili stanął przed bramą wóz, czterech

  1. Zdarzenie to miało miejsce 27 stycznia 1880 r.