Strona:PL Edmondo de Amicis - Serce.djvu/346

Ta strona została uwierzytelniona.


Piękny był ten dzień! Jakże wesół byłbym powrócił do domu, gdybym był nie był spotkał mojej biednej nauczycielki. Spotkałem ją na schodach naszego domu. Wychodziła od nas. Był zmrok, ale jak tylko mnie poznała, wzięła obie moje ręce i rzekła mi szeptem do ucha.
— Bądź zdrów, Henryku! Pamiętaj o mnie. — Wydało mi się, że płacze. Przyszedłszy opowiedziałem mamie.
— Spotkałem moją nauczycielkę.
— Poszła się położyć do łóżka — odrzekła mama i zaraz spotrzegłem, że oczy ma czerwone. A potem spojrzawszy na mnie smutnie dodała:
— Twoja biedna nauczycielka jest bardzo, bardzo chora.

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·



Uczniowie — robotnicy.
25. niedziela.

Jakeśmy się umówili, takeśmy wszyscy razem poszli do teatru Wiktora Emanuela na uroczystość rozdania nagród robotnikom.
Teatr był przystrojony wspaniale, zupełnie tak jak 14 marca, i po brzegi pełny, ale prawie samych rodzin robotniczych. Scena zaś zajęta była przez uczniów i uczennice szkoły śpiewu chóralnego, którzy śpiewali hymn poświęcony pamięci rodaków poległych w Krymie, tak piękny, że po skończeniu go cała publiczność wstała klaszcząc i krzycząc, a tak musiał chór jeszcze raz hymn ten odśpiewać.
Zaraz potem ci, którzy przedstawieni byli do nagród, zaczęli kolejno zbliżać się do syndyka, prefekta i innych, panów i dostawali książki, książeczki kasy oszczędności, dyplomy i medale. W rogu sceny zobaczyłem mularczyka, siedzącego obok matki, a z drugiej strony naszego dy-