Strona:PL Edmondo de Amicis - Serce.djvu/347

Ta strona została uwierzytelniona.


rektora, a za nim rudą głowę mojego nauczyciela z drugiej. Szli najpierw uczniowie szkół wieczornych rysunkowych: złotnicy, snycerze, litografi a także stolarze i murarze. Potem szli uczniowie szkoły przemysłowej. Po nich prezentowała się szkoła muzyczna. Niektóre z niej dziewczęta, robotnice, były postrojone świątecznie i bardzo im klaskano, a one się śmiały.
Na koniec wystąpili uczniowie szkół wieczornych elementarnych i to było najpiękniejsze.
Byli to ludzie wszelkiego wieku, robotnicy rozmaici i na różny sposób, mężczyźni z siwymi włosami, chłopcy z warsztatów, wyrobnicy z wielkimi, czarnymi brodami.
Malcy mieli tęgą minę, ale mężczyźni byli trochę zakłopotani. Publiczność biła brawa tym najmłodszym i tym najstarszym. Ale nikt się nie śmiał pomiędzy widzami, jak to czyniono przy naszym popisie, przeciwnie, wszystkie twarze były poważne i pełne skupionej uwagi. Wielu nagrodzonych miało żony i dzieci w parterze, więc kiedy które z tego drobiazgu zobaczyło, że ojciec przechodzi, wołało na niego głośno albo pokazywało go rączką śmiejąc się z uciechy. Przechodzili i wieśniacy i posłańcy, ci byli ze szkoły „Buoncompanii“. Ze szkoły „Warowni“ był jeden czyściciel butów, którego mój ojciec zna: prefekt podał mu dyplom. Ale zaraz po nim zobaczyłem, że zbliża się ogromnie wysoki człowiek, olbrzym jakiś, i zdawało mi się, że ja go już kiedyś widziałem. I naturalnie, żem go widział, bo to przecież był nie kto, tylko ojciec mularczyka! Dzielny! Wziął drugą nagrodę! I tak mi się to przypomniało, kiedym go widział na poddaszu, przy łóżeczku chorego syna, żem co rychlej zaczął oczyma szukać mularczyka w parterze. Biedny mularczyk! Patrzył w ojca błyszczącym wzrokiem, a żeby ukryć wzruszenie zrobił prześliczny zajęczy pyszczek!
W tej chwili zaczęto klaskać. Spojrzałem na scenę,