Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Anastazya.djvu/111

Ta strona została uwierzytelniona.
IV.

Przed kilku laty, dawno już! — może przed ośmiu czy dziewięciu laty — zaszedł był w Tuczyńcach wypadek pamiętny i ważny. W tej porze roku, która latem już być przestaje, a jesienią jeszcze nie jest, kiedy pola są już nagie, a stodoły pełne, u samego wjazdu do okolicy, przed pierwszem jej domostwem stanął wóz, który wkrótce po ukazaniu się otoczyła znaczna liczba ludzi.
Na wozie znajdowała się kobieta w czarnej odzieży, w czarnej chustce, związanej pod brodą, a z pod której dobył się rąbek białego czepka. Brunetka z cerą bladawą i dużemi, ciemnemi oczyma, stojący na wozie kuferek sporej wielkości otworzywszy, mnóstwo rzeczy rozmaitych wyjmować z niego, ludziom ukazywać i sprzedawać, a uboższym lub niedoroslym to i wprost w podarunku rozdawać poczęła. Im dłużej wóz stał, tem więcej dokoła niego zbierało się ludzi wszelkich: kobiet, mężczyzn, pacholąt i dzieci.