Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Bene nati.djvu/202

Ta strona została skorygowana.

zamieszkiwanych rozlegało się sapanie i chrapanie dwóch spiących osób; w drugiej on sam stał przed oknem i, patrząc na dziedziniec pełnią księżyca oświecony, myślał długo, aż ręką tryumfujący gest uczynił i z cicha zawołał:
— Otóż i pokażę wam, że dbam o war równo tak, jak o starą podeszwę!
Potem jednak smutek spadł mu na twarz:
— A z tobą, Salusiu, tak jak żądaliśmy i zamierzali, jednego dnia przed ślubnym ołtarzem staniemy... jednego dnia... tylko w oddaleniu i rozłączeniu wiecznem...
Ręką otarł mokre powieki, na stołku usiadł i ze spuszczoną głową długo siedział, bardzo smutny.