Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Chwile.djvu/246

Ta strona została uwierzytelniona.

soby najrozmaitsze manewrując laskami i parasolami. Kilka parasolów było rozpiętych w całej szerokości, jak od ulewnego deszczu; kilkadziesiąt wachlarzy, wśród przedziwnych wykrzywiań głów i postaci, poruszało się przed wąsatemi twarzami, ujętemi w ramy czepków. Wszystko to ujrzałem zrazu w zamieszaniu i bieganinie jakiejś kończącej się już figury kotylionowej, aż tuż przedemną zaszumiała i przebiegła fala ognistej sukni: pani Celina, w przechylonym nieco na bok cylindrze, z laską, jak buławą, obróconą w górę nagłówkiem, psią głowę wyobrażającym, bardzo głośno wykrzyknęła:
Valse!
Wykrzyk to był wskutek podniesienia głosu tak wycieniony, że wświdrowywał się w uszy nutą piskliwą. Kilka innych głosów kobiecych, temu z pomocą przybiegając, w podobny sposób ten sam wyraz powtórzyło; muzyka z innej jakiejś melodyi wpadła w melodyę walca i około stu par poczęło się obracać dokoła sali, zrazu zwykłem tempem walcowem, lecz bardzo prędko z pomiędzy tańczących strzeliły te same, co pierwej głosy wytężone, wycienione, piskliwe, wołające do muzyki:
— Prędzej! prędzej!
Wtedy stało się coś szalonego, coś przypominającego ilustracye do bajek czarodziejskich i zabawnych. W muzyce nuty wlatywały na