Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Chwile.djvu/311

Ta strona została uwierzytelniona.

wieństw. Jak nuty muzyczne dla ucha, linie wybornie dobrane zlewają się dla oka w akord zgodny, trochę surowy, lecz przez to głęboki. Siostra Klara nie zdaje sobie jasnej sprawy z tego, czego doświadcza, ale jest to wrażenie miary i harmonii. Długa chwila przeminęła, zanim przez myśl jej przewinęły się słowa: bardzo pięknie!
Nie znała nazw, historyi, ani pieniężnej ceny przedmiotów otaczających, lecz usłyszała wydawany przez nie akord piękna. Był to przytem taki akord, w który bez wahania wsłuchiwać się mogła, bo dobywał się z rzeczy wprawdzie materyalnych, lecz w których tkwił i do atmosfery przelewał się pierwiastek duchowy, lotny, coś, jakby modlitwa lub śpiew rzeczy niemych. Niedaleko drzwi, na brzegu fotelu siedząc, siostra Klara z zamyśleniem szepnęła:
— Pięknie!
W głębi duszy jej, pokorna i ukryta, gorzała iskra poezyi, — bez tego mogłażby być tą poetką czynu, jaką jest siostra miłosierdzia? Więc wpatrując się w róg pokoju, napełniony mglistemi barwami i zarysami starego gobelinu, z uśmiechem na bladych ustach pomyślała:
— Jak uciekający sen!
Cicho. Do mieszkania, umieszczonego pomiędzy dużym dziedzińcem i rozległym ogrodem, gwar miasta dochodzi z oddali, słabo, przez prawo