Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Czciciel Potęgi.djvu/160

Ta strona została uwierzytelniona.

rozbudzić, bo jakkolwiek nieruchomy i milczący, daleko jeszcze baczniej i ciekawiej od nich rozglądał się dokoła. Kiedy uczuł zapach kadzideł, o którym mówili tamci, i wijący się po równinie szlak złotej drogi dostrzegł, nozdrza jego, jak u zwierzęcia węszącego zdobycz, poruszyły się gwałtownie. Możnaby mniemać, że uczuł w powietrzu woń hołdów. Przenikliwym wzrokiem wpatrując się w gmach wielki, miedzianym dachem jak pożarem pałający; najniespodzianiej zapytał:
— Ilu jeźdźców rzędem wjechać może na schody mego pałacu w Suzie?
— Dziesięciu, o panie! — śpiesznie odpowiedziało kilka głosów.
— A ilu takich zmieścić-by się mogło na schodach tego oto domu?
— Co najmniej sześciu, królu, już ja się znam na tem! — wykrzyknął Histaspes.
Wozy Mitry i Kserksesa posuwały się coraz powolniej; wśród zwolna jadących za nimi nieśmiertelnych. Cudowna równina, pomiędzy Tmolosem, rysującym na niebie z jednej strony potężne swe garby i szczyty, a wieńcem obejmujących je ze strony drugiej wzgórzy kasztanowych, roztoczyła przed nimi swoje łąki, winnice,