Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Marya.djvu/298

Ta strona została uwierzytelniona.

mojéj, czyniąc każdemu, co mu potrzeba, jestem wszędzie, gdzie wzywa mię robota jaka, przygotowuję wiele rzeczy, które udoskonalą, rozszerzą, albo upiększą dom mój tamten i ten... i tylko późną nocą niekiedy, gdy wszyscy już śpią i nikt ani widziéć, ani słyszéć mię nie może, padam czołem przed niebem gwiaździstém, wspominam i płaczę...
Z cichém téż rozpamiętywaniem wpatruję się często w świeży grób, który wzniósł się w mém sercu. W grobie tym spoczywa jedyny płomienny sen mego życia, wielkie szczęście dwojga ludzi, którego oni wyrzekli się dobrowolnie.........

................

...Czy wyrzekając się, nie goniliśmy próżnych ułud? Czy odrobina dobra, którą sprawić mogliśmy, warta była, aby okupić ją cierpieniem, które wielkiém jest i długiém pewno będzie? Zaprzeczą pytaniom tym szydercy. Ale my, którzy wierzymy w ważne i święte ideały ludzkości, wiemy, że ofiarę naszę zapaliliśmy przed godnym jéj ołtarzem.
A nagroda dla nas?.........

................

...Niekiedy miewam widzenie, które mię pociesza. Myślę, że dla mnie i dla niego przyjdzie kiedyś zachód życia... pługi nasze wyciągnięte już będą na najwyższe dostępne nam szczyty. Wtedy spotkamy się może znowu. Po idylli poranku i burzy