Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Meir Ezofowicz.djvu/065

Ta strona została przepisana.

Smutny przyszedł i smutny był przez całą wieczerzę. A dla czego on smutny? Bo dusza jego rwie się do goimów i do ich nauki...
— Niech wyklętą będzie nauka ta! niech Izrael ucieka od niéj i niech nie przebaczy jéj Pan! — wymówił za drzwiami głos basowy.
— On mówił, że w świętych księgach Izraela niéma nic napisanego o En-Sofie, ani o Sefirotach, i że Przedwieczny odszczepieńców prześladować nie każe...
Basowy głos wyrzekł:
— Obrzydliwości leją się z ust młodzieńca tego. W ciało jego przeszła dusza jego pradziada, Hersza Ezofowicza.
— Nassi! — głośniéj niż dotąd zawołał Mosze. Niewyraźne mruknięcie za drzwiami zachęciło go do dalszego mówienia:
— On szukać będzie pisania Michała Ezofowicza, Seniora; ja to z oczu jego widział, — i on pisanie to znajdzie! A jak on je znajdzie i ludowi głośno przeczyta, zbuntuje się przeciw twoim naukom duch Izraela!
Długie po słowach tych panowało milczenie, aż głos basowy ozwał się znowu:
— Kiedy on pisanie to znajdzie, spocznie na głowie jego ciężka prawica moja i w proch ją rozsypie. — Mosze! a co on robił po wieczerzy?
— On poszedł do domu Reb Jankla i z kantorem Eliezerem długo rozmawiał; ja przechodził tamtędy i przez okno widział.
— Mosze! a kto tam był więcéj?
— Byli tam: Chaim, Mendel, Aryel i Ber, zięć Saula...
— A co oni pomiędzy sobą mówili?
— Nassi! dusza moja weszła w ucho moje, kiedy ja pod ich oknem stał... oni bardzo narzekali, że ich w wielkiéj ciemności trzymają, i że prawdziwa wiara Izraela zbrudziła się, jak woda, kiedy w nią kto rzuci garść błota... A Eliezer mówił, że on na to wielkie skargi przed Pana zanosi, śpiewając i płacząc; a Meir mówił, że śpiewać i płakać niedość, ale trzeba do ludu wielkim głosem krzyknąć, i zrobić coś, ażeby on inny był, niż jest...
— Pokolenie jaszczurcze!... — mruknął głos z głębi chaty.
— Nassi! kto jest pokoleniem jaszczurczém? — pokornie zapytał Mosze.
Po chwilowém milczeniu odpowiedziano w ciemnościach:
— Ród Ezofowiczów!