Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Ostatnia miłość.djvu/020

Ta strona została uwierzytelniona.

— Dla każdego rozumnego i zacnego człowieka, nazywasz się zacną i rozumną kobietą — bo głupcy tylko lub nieuczciwi rzucają kamienie na pozory złego, nie zbadawszy wprzódy w jaką pierś uderzą ich pociski.
Gdy Henryk poważnie a serdecznie patrząc na siostrę mówił te słowa, kareta wjechała w niebrukowaną, piasczystą i szeroką ulicę w D***, szybko minęła rzędy szarych, po większej części niskich domów i zatoczyła się w niewielki, czysty dziedziniec przed ganek niewielkiego też, ale ładnej powierzchowności domu.
Mieszkanie było już snać zamówione, bo młodzi ludzie wysiedli z powozu i weszli do domu, a stangret z pomocą zręcznego Ukraińca — począł odprzęgać parskające i podzwaniające szorami konie. Na odgłos przybywającego powozu z oficyn okalających dziedziniec wyszło kilku mężczyzn z cygarami w ustach. Zmrok już zapadał; kareta więc, ludzie i konie rysowały się przed nimi w oddali jak niewyraźna gruppa. Zamienili kilka słów ze sobą i zbliżyli się ku powozowi. Piękna kareta, cenne konie i szory i dziarska, ze smakiem choć z prostotą ubrana służba, zdwoiły ciekawość przybyłych przyglądać się im panów. Jeden z młodych ludzi zbliżył się do furmana i spytał.
— Bądź łaskaw mój kochany, powiedz kto to przyjechał?