Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Ostatnia miłość.djvu/111

Ta strona została uwierzytelniona.

„Gdym spojrzał na nich, wstyd mię zdjął jakiś, że zbliżając się do niej stanę w ich rzędzie — i zdało mi się, że między nimi, przy niej, będę śmiesznym. Zaledwie spojrzałem na nią, i pożegnałem ją. Gdy byłem tam, śmiała się i rozmawiała wesoło — gdy żegnałem jej brata, dojrzałem, że przestała śmiać się i mówić... Byłożbyto możebne aby...“
„Zygmuncie, spytaj twoich psychologicznych ksiąg czy kobieta ciałem i duszą młoda i piękna, może kochać człowieka, który tak jak ja długie już lata przebył?...“
Skońcżył pisać p. Rawicki i zbliżył się do okna. Noc była późna; liście osrebrzone księżycem szumiały cicho, głęboki szafir nieba błyskał gdzieniegdzie gwiazdami.
Pan Stefan skrzyżował ręce na piersi i długo stał zamyślony wpatrując się w odblaski i cienie letniej nocy. Nareszcie podniósł czoło, odetchnął głęboko i rzekł zcicha: O, życie, życie! któż pojmie, kto odgadnie tajemnice twoje? Gdzie początek, i gdzie koniec twoich burz i twoich walk? gdzie jest opoka któraby śród nich wesprzeć potrafiła mężnego nawet i silnego człowieka?