Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Ostatnia miłość.djvu/372

Ta strona została uwierzytelniona.

nemi pocałunkiem ustami nie sama fizyczna drga rozkosz, ale z nią razem i po nad nią mocniejszy tchnie duch świadomy siebie, mądry a silny — i z bratnim łączący się duchem.
Niech nikt chwili takiej nie dotyka piórem, ni słowem, ni ścisłą rachubą krytycznego rozbioru; niech zapada zasłona i tajemnicą pokrywa obraz z którego tryska zdrój niepojętego życia. A ci którzy nie doznali nigdy podobnej chwili, niech smutnie sobie powiedzą jak u wrót rajskich Anioł wygnany:

Leć z gwiazdy na gwiazdę, od słońca do słońca,
W otchłani bezedna, w przestrzeni bez końca,
Gdzie wiszą na wiecznych zawiesiech;
I zrachuj ich wszystkie rozkosze, radości
I pomnóż przez lata, przez wieki wieczności,
Czem one przy chwilce w niebiesiech?

. . . . . . . . . . . . . . . . . .

Nazajutrz, około godziny dziesiątej zrana na dziedzińcu domu z balkonem niezwykły ruch panował. Furman pana Tarnowskiego starannie oglądał karetę wyciągniętą z wozowni; Hryhory majstrował cóś około kufrów powozowych wyraźnie urządzając je do podróży; czarnooka i rumiana subretka pani Różyńskiej przebiegała często dziedziniec, niosąc służbie rozporządzenia i zaglądając do karety. Niekiedy hoża dziewoja uśmiechała się do kozaczka pokazując białe ząbki, albo biegnąc ku gankowi domu nuciła.
W bramie stanął dwudziestoletni chłopak w czarnym tużurku, w białej kamizelce, na której błyszczał