Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pamiętnik Wacławy vol I.djvu/289

Ta strona została uwierzytelniona.

koniec tonem, który usiłowała widocznie uczynić obojętnym:
— Czy pomiędzy otrzymanemi listami nie znalazłaś Wacławo, listu od twego ojca?

XXXIV.

Na dwa dni przed oznaczoną uroczystością przybyłyśmy do Rodowa. Jakże zdziwiłam się, gdy, w przededniu prawie licznego zebrania, zobaczyłam dom moich babek tak samo spokojny, cichy i niby w półsenném pogrążony milczeniu, jak był zawsze.
W bawialnym, głęboko ocienionym salonie, babka Hortensya i babka Ludgarda siedziały wyprostowane i spokojne; jedna z nich wyrabiała frywolitki, druga włóczkowe kwadraty, tak, jak gdyby żadna zmiana nie miała zajść w zwyczajnym trybie ich życia.
Liczna służba, jak zwykle, powoli i na palcach przesuwała się po pokojach, nigdzie nie słychać było wzmożonego ruchu, nikt się z niczém nie śpieszył, nikt na pozór nie wydawał żadnych rozkazów, ni rozporządzeń. Z oficyn tylko, w których mieściły się kuchnie, buchał z kominów dym obfitszemi niż zwykle kłębami; w cieplarniach ogrodnicy wybierali najgrubsze drzewa pomarańczowe i najpiękniejsze kwitnące rośliny i ustawiali je na stronie; w ogrodowych alejach kilku rzemieślników, bez najmniejszego stuku