Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pamiętnik Wacławy vol IV.djvu/151

Ta strona została uwierzytelniona.

że dostała po chwili nerwowego ataku, spazmatycznego śmiechu i t. d. Doprawdy nie wyobrażam sobie smutniejszego i bardziéj pożałowania godnego stanu, jak ten, w którym zostawała ta młoda kobieta, tak dobra jednak z natury, tak pełna wdzięku, bogata, kochana.
Służące jéj, które pomagały mi trzeźwić ją i rozbierać, młode, hoże i zupełnie zadowolone ze swego losu, wyglądały przy niéj, jak królewne, panujące w krainie szczęśliwości. Nakoniec uspokoiła się nieco i z bladym uśmiechem wyciągnęła do mnie rękę. Ale zaledwie chciałam przemówić do niéj, przerwała mi z błagalnym prawie wyrazem w oczach:
— O! proszę cię, nie mów mi tylko nic złego o nim!
W milczeniu więc pocałowałam ją w czoło i przyrzekłam, że nazajutrz przyjdę do niéj znowu po skończonych lekcyach. Miałam już właśnie w towarzystwie służącego udać się do domu, gdy u wejścia do przedpokoju spotkałam Michała, który powracał z miasta.
Jedna tylko lampa słabo oświetlała obszerną salę jadalną, wśród zmroku więc nie od razu zostałam spostrzeżoną przez wchodzącego. Uderzył mnie posępny wyraz, jaki miał na twarzy, gdy sądził, że nie jest przez nikogo widzianym. Oczy trzymał utkwione w ziemię, postępował wolnym i ciężkim kro-