Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/043

Ta strona została skorygowana.


Hr. August z rycerską galanteryą i zarazem doskonałą salonowością złożył przez mgnienie oka pulchne swe usta na atłasowej rączce bratowej księżniczki. L’abbé ograniczył się powstaniem z kanapy i milczącym ukłonem.
— Panowie są dziś tak rannymi gośćmi! zaczęła hrabina śiadając na fotelu w pobliżu stołu z albumami i zwracając się trochę do hr. Augusta, daleko więcej do l’abbego.
— Comment donc! zawołał hr. August nieco zbytecznie podniesionym głosem, co wprawiło w chwilowe drgnienie jeden z nerwów twarzowych hrabiny; chciałem przecież być jednym z pierwszych dla powitania naszego kochanego Mścisława i powinszowania mu...
— Pan hr. Światosław, jednocześnie prawie ozwał się l’abbé, był tak dobrym, że zaprosić mię raczył na tę prawdziwą uroczystość familijną, w której za pośrednictwem kochanego naszego hr. Mścisława, usłyszeć nam będzie danem, echa i wieści ze świętego Grodu, do naszej ziemi wygnania przybyłe.
L’abbé mówił to bardzo cicho, tak, że zniżony, miękki głos jego, wydawał się jakoby jedwabną podszewką podniesionego nazbyt, szorstkiego