Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/070

Ta strona została skorygowana.


białe ręce, z cicha i z uśmiechem rozrzewnienia na ustach mówić zaczęła:
— Dzięki niech będą Ojcu Świętemu za tę wysoką łaskę, którą obdarzyć nas raczył. Wprawdzie... byłam dość śmiałą, aby spodziewać się czegoś więcej... ale niech stanie się wola Tego, który mędrszym jest od nas wszystkich i w wyrokach nieomylnym... ja z Nim o dary Jego sprzeczać się nie będę...
— Pani hrabina mówi jak prawdziwej córce Kościoła i bogobojnej pani przystało, szepnął l’abbe, a szept ten, wlał w smętne przedtem oczy hrabiny światło szczerej, tkliwej radości.
Hr. August tymczasem zapinał guzy archeologicznego munduru od pierwszego z góry do ostatniego u dołu, co było zwykle nieomylną z jego strony zapowiedzią niepospolitego jakiegoś, krasomówczego wystąpienia. Jakoż uroczystym krokiem zbliżył się do synowca, który na widok zapinanych guzików, z góry już podniósł się z szezląga bardzo powoli i nie bez cichego stęknięcia, w obie swe pulchne ręce ujął drobną i kobieco-delikatną dłoń jego i po kilku sekundach pełnego obietnic milczenia, zaczął w te słowa: