Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/126

Ta strona została skorygowana.


Pan Wandalin ramiona przed Pawełkiem z wielkiej radości roztworzył.
— A niechże cię Bóg wynagrodzi za twe poczciwe słowo i tę nadzieję, którą mi uczyniłeś! Jakiegobym chciał zajęcia? Już to najlepiej by na wsi... najlepiej kochany Pawełku jeżeli można, żonisko tęskni za wsią, Rózalka tu więdnie i usycha w oczach... ja się znów na gospodarstwie znam nieźle... ot ekonomem byłbym z ochotą gdziekolwiek tam u nich: w Pompalinie, czy w Malewszczyźnie, czy w Konarach, czy choćby w którym mniejszym, najmniejszym folwarku... Ale jeżeli już tego najlepszego nie można to cokolwiek, gdziekolwiek... niech mię rządzcą którego z domów swoich zrobią, których mają tu kilka, albo odźwiernym jednego z dwóch, pałaców... po prostu szwajcarem... galony na siebie włożę... laskę z gałką do ręki wezmę i w szklannej budzie siedząc gościom ich drzwi otwierać będę, byle żyć z żoną i córką... byle dopomagać im cokolwiek... byle pracować!
— Tak, powtórzył prostując się i walcząc ze wzruszeniem, które go ogarniało, byle pracować i nie patrzeć dłużej, jak dwie te kobiety zamęczają się pracą, aby cielsko moje wyżywić i przyo-