Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/139

Ta strona została skorygowana.


— Wierzaj mi, chère comtesse, dodała księżna po lekkiej pauzie wzruszeniem widocznie spowodowanej, wierzaj mi, iż każda z nas... każda z nas matek... niczegoby nie pragnęła bardziej jak posiadać takiego syna...
Tu oczy księżnej przeniosły się zwolna na twarz córki i utonęły w niej na chwilę z rzewną, mimowolną jakby zadumą. Twarz hr. Wiktoryi jaśniała głębokiem i nieukrywanem wcale zadowoleniem.
— Princesse! odrzekła drżącym nieco głosem, jeżeli mój Mścisław zdobyć sobie potrafił względy twe princesse, ja z mej strony, jeżelibym ośmieliła wyrzucać coś Opatrzności, to wyrzucałabym Jej to tylko, że nie dała mi córki do księżnej Stefanii podobnej!
Spojrzały na siebie. Zrozumiały się. Ręce ich wyciągnęły się ku sobie jednym niepowstrzymalnem zda się, gwałtownem poruszeniem i nadzwyczaj serdecznie zetknęły się ze sobą — końcami palców.
Księżniczka Stefania pozostała nieruchomą i obojętną jak wprzódy i tylko turkusowe źrenice jej mgliły się pod spuszczoną powieką smętną ja-