Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/150

Ta strona została skorygowana.


Rzekłszy to hrabina powstała z powagą i godnością matki, która spełniła ciężki do spełnienia obowiązek i wyciągając do syna rękę, rzekła słodkim już, ujmującym głosem.
— Jakże, Mścisławie, czy przekonałam cię? czy gotów jesteś złożyć ofiarę z nieusprawiedliwionych zresztą wstrętów swego serca, dla rzeczy tak ważnych, tak koniecznych? dla twego własnego szczęścia, zresztą?
Na twarzy hr. Mścisława znać było, że oddawna już walczyły w nim gniew i zniecierpliwienie z tem poszanowaniem, jakie każdy dystyngowany syn — w każdej okoliczności okazywać powinien swej matce. Ostatnie uczucie zwyciężyło. Dotknął lekko ustami wyciągniętej ku niemu białej dłoni matczynej i trochę niedbale, trochę jeszcze niecierpliwie odpowiedział.
— Chère maman, przestałem już oddawna wierzyć w miłość, w szczęście i w tym podobne absurdités, w które nie wiem nawet, czy kiedykolwiek naprawdę wierzyłem. Kobiety zresztą wszystkie bez wyjątku, stały mi się oddawna także obojętnemi. Nie widzę jednak potrzeby i nie czuję się w obowiązku dobrowolnego przenoszenia najsroższych katuszy, taką zaś katuszą