Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/167

Ta strona została skorygowana.


na zuchwałego kamerdynera swego i zapominając tak o godności swej hrabiowskiej, jak o dystynkcyi obowiązującej układu i wszelkich innych względach, pochwycił go za kołnierz i własnoręcznie, nie opierającego się zresztą wcale, za drzwi wypchnąć raczył.
Teraz przy świetle sześciu świec w kandelabrze zapalonych, biegać już począł po obszernym pokoju swobodnie całkiem a gwałtownie, szalenie, zapamiętale.
— Idee wieku! wołał, idee wieku! czy dziś wszyscy poszaleli z temi ideami wieku! Ten gryzie, nudzi, nęka, gnębi mię już od godziny, a tamten znowu występuje także ze swoim point-d’honneur i ze swoją sprawiedliwością dla wszystkich! Le beau mot! dla wszystkich! Któż są ci wszyscy?
— O hrabio-kuzynie, przerwał monolog ten Pawełek, jakże w tej chwili jesteś szczęśliwym! gniewasz się a więc czujesz że żyjesz!
Hr. Mścisław pomimo uniesienia usłyszał te wyrazy i stanął jak wryty na środku pokoju. Przez chwilę stał tak nieruchomy, w groźnej postawie, potem jednak na wykrzywionych gniewem jego ustach zaigrał — uśmiech.