Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/175

Ta strona została skorygowana.


Szli obok siebie czas jakiś milcząc. Rózia pobladła znowu, a po zamyślonym jej wzroku widać było że zbierała się na wielkie postanowienie jakieś.
— Panie Pawle, zaczęła.
— Dla czego kuzynko, nazywasz mię panem Pawłem?
— Kuzynku, poprawiła się dziewczyna, chciałabym cię o coś zapytać. Mama i ojciec niespokojni są o ciebie, znajdują że jesteś nie tak wesołym jak dawniej bywałeś zawsze, że często zamyślasz się, tak dziwnie jakoś, a mnie... mnie, wydało się jeszcze...
Przerwała. Pawełek patrzał w twarz jej mieniącą się tkliwem jakiemś a nieśmiałem uczuciem, oczami płonącemi od miłości i bólu. — Cóż ci się wydało kuzynko? zapytał drżącym trochę głosem.
— Że jesteś kuzynie obojętniejszym dla nas, jak dawniej. Usta jej zadrżały — z nieśmiałości czy z żalu może? Pawełek pobladł.
— Tak ci się wydało, kuzynko? doprawdy? szepnął.
Stanął nagle i ujął drobną rękę jej, czarną rękawiczką okrytą.