Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/179

Ta strona została skorygowana.


— A to dopiero pocieszny facet jakiś! szepnął do siebie Pawełek, nic a nic nierozumiejący treści wydarzenia. Po chwili wsunąwszy się w kąt wagonu, zatonął znowu całkiem w swych myślach, w przypatrywaniu się delikatnej, dziewiczo słodkiej i czystej twarzyczce Rózi, która jak wdzięczne zjawisko przesunęła się dziś niespodzianie przed jego oczami i niby wdzięczny, pociągający obrazek przesuwała mu się i teraz wciąż, nieustannie przed wzrokiem wyobraźni. — Tak, rzekł do siebie Pawełek w zakończenie jakby długiego jakiegoś wewnętrznego monologu, stara jenerałowa miała słuszność! Dba ona wprawdzie o mnie tyle co o swój stary gorset na śmietnisko wyrzucony, a chce tylko za mojem pośrednictwem raz jeszcze dokuczyć staremu hrabiemu, niemniej jednak, ma słuszność i trzeba mi będzie prędzej czy później pójść za jej radą.
Pociąg tymczasem ruszył i Pawełek zatopiony w myślach swych, nie zwrócił uwagi na szczególne zajmowanie się jego osobą, trzech siedzących z nim w wagonie towarzyszy podróży. Przed pięciu minutami, jegomość o sumiastych wąsach wyglądający na obywatela wiejskiego, średniej wagi wskazał był na Pawełka oczami, dwom in-