Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/183

Ta strona została skorygowana.


— Upadam do nóżek i polecam się łaskawej pamięci pana hrabiego, kłaniał się urzędnik.
Co do dandysa, ten wyjął z kieszeni wizytowy swój bilet i nie wiedzieć w jakim celu, chyba dla pokazania panu hrabiemu, że używał wizytowych biletów, wręczając go Pawełkowi, rzekł z bardzo eleganckim ukłonem.
— Pan hrabia pozwoli że za powrotem moim do Warszawy ośmielę się przypomnieć jego znajomości...
— I owszem i owszem! bardzo mi miło, bardzo rad jestem, kłaniając się na wszystkie strony mówił Pawełek; tylko dodał, zawdzięczając tak wiele grzeczności i uprzejmości panów, poczuwam się do obowiązku wyprowadzić ich z błędu... zaszła tu bowiem wielka, znakomita omyłka!
— Jaka omyłka! zawołali chórem zdumieni podróżni.
— Omyłka co do tożsamości osoby mojej. Panowie bierzecie mię za kogo innego niż jestem...
— O, panie hrabio!
— Ależ panie hrabio!
— Cóż znowu, panie hrabio!
— Niezawodnie; panowie uczyniliście mi zaszczyt biorąc mię za prawdziwego Pompalińskiego,