Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/273

Ta strona została skorygowana.


downi, a delikatne członki pani Żulietty, przebiegał od chwili do chwili, pod lekką jedwabną suknią, dreszcz febryczny.
— Jak w niebie? powtórzyła jenerałowa, ciepło jak w niebie! a zkądże ty wiesz Żulietto, czy w niebie ciepło czy zimno? chi, chi, chi!
Pod fałdami i falbankami jedwabnej sukni dreszcz febryczny wzmógł się na chwilę. Niewiasta ta jednak silną wolę mieć musiała, bo błyskawicznie prędko opanowała nieprzyjemne wzruszenie i całując znowu z wdziękiem nieopisanym rękę jenerałowej i srebrnie śmiejąc się, rzekła:
— Jakże szczęśliwą jestem, najdroższa ciociu, że cię widzę tak wesołą! Ale... dodała prostując się, chciałabym bardzo usłyszeć z ust twych ciociu, kto jest ten kogo...
— Czy lubisz papugi, Żulietto? zagadnęła jenerałowa, huśtając na pomarszczonym palcu cudownie piękną bransoletę, całą sadzoną wielkiemi rubinami.
— To jest... ciociu najdroższa... je ne sais... niewiem doprawdy.
— Ja bo lubię pasyami! pasyami! pasyami! czy widziałaś kiedy moją papuzię! śliczny ptak! mą-