Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/281

Ta strona została skorygowana.


i kędyś przepadł. Rozsyłam za nim służbę po całym dworze... rozstąp się ziemio! niema hrabiego! W godzinę potem, znajdują go, zgadnij pan gdzie? oto w pasiece siedzi między ulami i słucha jak mu pasiecznik stary, oparty na kiju, bajdy jakieś opowiada. Idę sam do pasieki, przyprowadzam go do pałacu, i sadzam na fotelu pomiędzy sobą a kolegą moim, którego w pomoc tu sobie przywiozłem. Ale czasu upłynęło sporo kiedym ja puszczał się na wyszukanie hrabiego, Icko Zelmanowicz wkradł się do pałacu i poszeptał coś nabywcy, który znowu dawaj stroić kaprysy. Ja z nim w targi nowe, tu ustępuję mu coś, tu się z nim sprzeczam, tu kolega mój przemawia do jego punktu honoru, któryby mu zrywać nie pozwalał raz zawartej i nawet już spisanej umowy. Mój nabywca człek głowy nietęgiej, zgadza się znowu na wszystko. „Niech graf podpisze umowę“ mówi. Ja i kolega mój uradowani zwracamy się do fotelu, w którym usadowiliśmy byli hrabiego... fotel pusty! w ogniu sporów przestaliśmy na niego zwracać uwagę i wymknął się nam znowu...
— Gdzież jest teraz? zapytał Pawełek, który śmiał się słuchając opowiadania rozgniewanego prawnika.