Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/335

Ta strona została skorygowana.


stojących synów. Być może iż synowie zaczynali się domyślać czegoś ukartowanego. Spóźniony przyjazd matki, niezwykła jak na to miejsce tualeta Delicyi, żywsze niż zwykle rumieńce, które wybiły się na białą twarz p. Żulietty, w chwili gdy wzrok jej szybko i przelotnie przesunął się po skromnie na uboczu stojącej postaci hrabiego, wszystko to nasunęło może młodym Kniksom pewne myśli... przypuszczenia... dość że starszy z Kniksów z bardzo eleganckim kołysaniem się na obie strony i niezmiernie wdzięcznym uśmiechem ująwszy pod ramię hrabiego, wyrzekł: vous permettrez comte? i najzupełniej nie wiedzącego co z nim czynić zamierzają, pociągnął w stronę kanapy i fotelów.
— Maman! rzekł stając przed matką, pan hrabia Pompaliński!
Tu obrócił się wraz z hrabią ku innemu fotelowi i z małą odmianą powtórzył.
— Delicyo! pan hrabia Cezary Pompaliński!
Pan hrabia ukłonił się dwa razy i w straszliwy popadł kłopot z rękami swemi, dla których żadnym sposobem nie mógł obmyśleć naprędce właściwej sytuacyi, zwłaszcza że tkwił w nich ciągle okrągły i płaski jak półmisek, szapoklak. W naj-