Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/337

Ta strona została skorygowana.


Pani Żulietta zarumieniła się do szkarłatu. Tracenie kontenansu nie leżało jednak ani w naturze jej ani w interesie. Uśmiechnęła się słodko do najdroższej cioci, poczem zwracając się do hrabiego i bystro nań popatrzywszy, a ze spojrzenia tego wywnioskowawszy, że genealogiczne wywody nie stanowiły dlań najbardziej zajmującego przedmiotu do rozmowy, zaczęła z innego tonu.
— Pan hrabia lubi wieś? zapytała.
Cezary ożywił się trochę.
— Bardzo lubię, odpowiedział przestając oglądać paliowe rękawiczki i podnosząc głowę, chciałbym bardzo mieszkać na wsi...
— O to zupełnie jak my! ja i Delicya przepadamy za wsią i nigdybyśmy się nie zgodziły zamieszkać w mieście. Ta cisza wiejska... ta zieloność drzew... ten śpiew słowika w Maju... a w jesieni te żółte liście na drzewach.
— To bardzo ładne! wtrącił hrabia ożywiający się w miarę jak p. Żulietta malowała przed nim z uniesieniem wszystkie piękności i uroki wiejskiej przyrody.
— N’est-ce pas? prześliczne! Całą wiosnę nic nigdy nie robimy z Delicyą tylko sadzimy i podlewamy kwiaty... Delicyo! pamiętasz, mon en-