Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/348

Ta strona została skorygowana.


— Co bo też to za majątek... zaczął Woryłło.
Tymczasem przy bocznym stoliku Leokadya rozlewała zupę z ogromnej srebrnej wazy na prześliczne talerze z porcelany saskiej. Ambroży roznosił dokoła stołu talerze te w których pływała zawartość nieokreślonego rodzaju, coś nakształt wody ciepłej, różowo zafarbowanej i na mętnych swych toniach kołyszącej po kilka smętnych, samotnych krupek. Goście ujęli łyżki i z wielkim jednak na pozór przynajmniej apetytem, zajadać poczęli ciepłą wodę. Jeden tylko Woryłło zakosztowawszy onej niepojętego smaku i wyglądu potrawy, złożył spokojnie łyżkę swą na talerzu i mówił dalej do hrabiego.
— Malewszczyznę nabył był dziad pana hrabiego od podkomorowstwa W. zacnych nadzwyczaj, świętych ludzi... Majątek ten od niepamiętnych czasów zostawał w ręku rodziny W. Stanowił on punkt główny, do którego zjeżdżało się co tylko w Województwie całem było najzacniejszego i najrozumniejszego. Odbywały się tam narady sejmikowe, zbierały oddziały konfederacyi...
Cezary słuchał mowy tej sąsiada swego z wielką uwagą.