Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/365

Ta strona została skorygowana.


czy ona czeka kogoś ztamtąd?... jakie u niej włosy ogromne, czarne... jakie oczy niewinne... wesołe... jaka twarz świeża... jak róża... czy panna słyszysz jak pod białym staniczkiem serce bije mocno... głośno... dobrze jej... jasno... ciepło... wesoło... Przypatrz się panna dobrze tej dziewczynie... i panna kiedyś taka byłaś i...
Tu głos jej zniżył się znowu do szeptu zaledwie dosłyszalnego.
— I..., dodała, i ja kiedyś taką byłam...
Patrzała wciąż na wdzięczny obrazek migocącemi szeroko otwartemi oczami. Patrzała nań także i Leokadya, a czarne źrenice jej tak suche zwykle i obojętne zaperliły się i błysnęły wielką łzą...
Pozostały tak obie w nieruchomych postawach — długo.
I był to dziwny duet, śpiewany przez dwa te serca kobiece, zbolałe, zgorzkniałe, przez dwie te dole złamane i sterane, duet żalów nieprzepłakanych, tęsknot na najgłębszem dnie serca chowanych, podnoszący się ku wizerunkom tego, co w świecie i ludzkości pięknością jest, świętością, miłością i szczęściem!