Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/367

Ta strona została skorygowana.


cię za lepszą... aleś taka sama jak wszyscy... wszyscy ludzie tacy sami... precz!... precz!
Leokadya powstała wyprostowana, blada bardzo. Dłonią przyciskała serce, a usta jej ułożone w wyraz dumnej obrazy drżały ostatniem niestłumionem jeszcze łkaniem. Nic jednak nie odpowiedziała. Nie broniła się. A tylko z głębi piersi odetchnąwszy stanęła przed jenerałową i zapytała:
— Czy pani potrzebuje mię jeszcze!
— Niech panna idzie i siedzi tam pod oknem dopóki ją nie zawołam. Proszę tylko z pokoju nie wychodzić, proszę! proszę!
Leokadya usiadła znowu na tem samem miejscu gdzie siedziała wprzódy. Wsparła czoło na dłoni, przymknęła oczy, bezmierne znużenie legło na bladej, nieruchomej jej twarzy — po chwili wydawać się mogło że usnęła. Przy drugiem oknie spała też nieruchoma w swej klatce papuga i tylko w głębokim kącie pokoju, oświetlonym złotym promieniem lampy, szeleściły od chwili do chwili jedwabie lub na gwałtownie poruszających się ramionach jenerałowej bransolety wydawały ciche lecz ostre dźwięki. Płynęły tak godziny, w sąsiednim wielkim salonie staroświe-