Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/368

Ta strona została skorygowana.


cki zegar z kukawką wygłosił północ, a głos jego doskonale naśladujący wesołe wołania wiosennego ptaka dwanaście razy rozległ się w wielkim, pustym, milczącym jak grób domu i napełnił go przypomnieniem lata, słońca, zielonych gajów...
Wkrótce potem, w odpowiedź jakby, jenerałowa przeciągle krzyknęła: panno! panno! Leokadya zbudzona z lekkiego i nieustannie przerywającego się snu, powstała z miejsca i spiesznie zbliżywszy się do kozetki ujrzała jenerałową bez czucia i przytomności, bladą śmiertelnie, targającą się w przystępie okropnych spazmów.
Po chwili, konni posłańcy wyjeżdżali śpiesznie ze dworu, do poblizkich miast i miasteczek dążąc po lekarzy. Wiedziano powszechnie, że jenerałowa ulegała od czasu do czasu gwałtownym napadom tajemniczej jakiejś nerwowej choroby, w czasie których życie jej zawsze bywało w niebezpieczeństwie. Przytrafiało się to jej zwykle w pewne dni roku, — pamiątkowe dla niej może, i za każdym prawie razem, gdy przyjmowała u siebie liczniejsze cokolwiek zebranie gości. Lekarze, w wypadkach tych wezwani, zamyślali się nad chorą, wstrząsali głowami, a zebrawszy